17.08.2012 19:51

Z kamerą w rowie czyli burek i zepsuta szynka

Whetever happened to my rock’n'roll – śpiewa w refrenie wokalista mojej ulubionej kapeli. Oprócz jego słów oraz kakofonii wtórujących mu instrumentów nie słyszę zupełnie nic. Skołowany, wodzę wzrokiem w poszukiwaniu wyjaśnień. Jeszcze kilka sekund temu nuciłem pod nosem przytoczony kawałek, snując bez pośpiechu pustą ulicą. Nagle tajemnicza siła postanowiła zmienić charakter mojej podróży na horyzontalny, po czym za pomocą pachnącego nowością motocykla wykreśliła przeciwstawny wektor. Teraz leżę pod kupą żelastwa, zachodząc w głowę, gdzie podział się mój rock’n'roll. Przecie tak dobrze żarło i co, zdechło? Chaotyczne rozmyślania, przerywa donośny, przebijający się przez głośną muzykę dźwięk. Moment, chyba gdzieś zza ple… ożeż!

Sezon motocyklowy trwa w najlepsze. Tezę tę potwierdzają nie tylko wylegające na ulice stada bajkerów, ale również pokaźna ilość jednośladów grających główne role w wieczornych wiadomościach. Niestety, tradycyjnie nasza pasja pokazywana jest w dwóch wariantach: ofiar śmiertelnych oraz pirackich wybryków ukracanych przez dzielnych stróżów prawa. Tym bardziej zaskoczył mnie materiał dziennikarzy TVN24, którzy owszem, poruszyli temat wypadków motocyklowych, jednak olali statystyki na rzecz poszerzenia świadomości uczestników ruchu drogowego. Żeby nie przynudzać: wrzucili do rowu motocykl z wypaćkanym sztuczną krwią aktorem i czekali na efekty. Okazało się, że większość ludzi najzwyczajniej w świecie ma nas w dupie. Podobno dla reporterów jak i widzów był to szok. Cóż, nie dla mnie.

Rysa na honorze. Wszystkich ignorantów.

Pędzący samochód z wyciem klaksonu w ostatniej chwili odbija na sąsiedni pas. Przez ułamek sekundy widzę jeszcze znikające za winklem wściekłe spojrzenie kierowcy. Na myśl przychodzi historia punkowego zespołu, który w imię festiwalowych harców musiał zrezygnować z dotychczasowej nazwy. Kurde, nie jest dobrze. Jestem uwięziony pod nagrzanym, nieosłoniętym silnikiem. Na środku zakrętu. W tunelu.  Cholera, ludziska, przecież nie leżę tutaj dla hecy. Niektórzy kierowcy jedynie zwalniają na chwilę, by z bezpiecznej odległości obejrzeć spektakl. Po chwili, w której można by przyrządzić solidną porcję prażonej kukurydzy, z ciemności wyjeżdża światełko nadziei. Okazuje się, że to reflektor niebieskiej SV 650. Prowadzący ją zuch zastawia drogę maszyną i, niczym Kapitan Ameryka, rzuca się na pomoc. Dosłownie w tym samym momencie z piskiem opon mija nas kolejny wesoły puszkarz. Tym razem o, na oko, pół metra. Myślicie, że się zatrzymał?

Cofnijmy się trochę w czasie. Kilka sezonów wcześniej, kiedy mój zapał do jazdy był wprost proporcjonalny do posiadanych umiejętności, wpadłem na pomysł przewietrzenia biednej Kasi w… lutym. Zew eskapady podniecała impreza, na której miało zagościć przytoczone niedawno dziewczę. Na szybko zorganizowałem towarzysza podróży i z zapałem zabrałem się do realizacji planu. Wbrew pozorom warunki za dnia były raczej sprzyjające. Ot, kilka stopni powyżej zera i zalegający tu i ówdzie śnieg. Komplikacje wprowadziła decyzja o ewakuacji w środku nocy. Parę minut później wypełniony zmrożonym błotogównem rów uzmysłowił mi, że niektóre sprawy warto przemyśleć dwa razy. Cóż, mogło być gorzej. W końcu naprawdę niewiele brakowało bym swoją podróż skończył na masce pędzącego przeciwnym pasem Seata. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ, wbrew wszelkim standardom, tamten kierowca zatrzymał się. Nie tracąc czasu na gaszenie silnika opuścił swoją odpicowaną brykę i rzucił się biegiem w moją stronę. Niestety, nie było happy endu. Przed zbliżającym się wpierdolem uratował mnie towarzyszący mi kumpel. Dzięki stary, cienko bym piszczał, gdybyś przegrał ten wyścig.

Zastanawiam się, z czego wynika przytaczana powyżej ignorancja. Owszem, po części z mojej własnej głupoty. Gdybym siedział na tyłku w domu kiedy należało, gdybym nie słuchał muzyki podczas jazdy, gdybym bardziej uważał, gdybym… Inna sprawa, że mimo wszystko większość z nas na widok wypadku reaguje. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której potrącony pieszy bądź rowerzysta mijany jest przez zobojętniałych przechodniów. Nawet, jeżeli ktoś nie potrafi udzielić pierwszej pomocy, to podbiega, kręci na pogotowie, chociaż woła o pomoc. Z niewyjaśnionych przyczyn rozbity motocykl jednak wyłącza ludzkie odruchy. Ciekawa sprawa, zwłaszcza, że chwilę temu ci sami ignoranci wlepiali w nas wzrok jak Reksio w szynkę. Szynka się zepsuła, burek stracił zainteresowanie.

Na koniec jeszcze jedna akcja, dla odmiany w deszczu. Nie powiem, jechałem dość szybko. W pewnym momencie kobieta (żaden szowinizm!) dwa samochody przede mną stwierdziła, że czas odbić w boczną uliczkę. Nie tracąc czasu na przemyślenia wdusiła heble i bez zbędnego pośpiechu skręciła tam gdzie zamierzała. Najpewniej nawet nie zauważyła, że jej manewr zwieńczył pisk opon jadącej za nią puszki oraz lot przez dwa pasy jakiegoś tam motocyklisty. Laska zwyczajnie pojechała dalej. Za to facet przede mną poświęcił kilka sekund, by popisać się swoją oryginalną hierarchią wartości. Najpierw na spokojnie zbadał swój tylny zderzak. Tutaj puknął, tam pomacał, cmoknął coś pod nosem i rzucił okiem w moją stronę. Zmagania z położonym motocyklem opatrzył komentarzem o kobietach za kierownicą, pokiwał ze zrozumieniem głową po czym… odjechał. Wybierając numer do kumpla, kopnąłem utrącony kierunkowskaz.

Co innego mi pozostało?


www.facebook.com/czuprynanagumie - więcej Ciebie, więcej mnie (wiem, brzmi jak reklama sexbielizny dla puszystych)

http://czupryn.wordpress.com - a tutaj bardziej bezpośrednio


Komentarze : 10
2012-11-26 14:51:52 Semai

kurde raz widzialem motocykliste stojacego na poboczu autostrady...
nie zatrzymalem sie
lecialem wtedy hayką dobre 2,50 po a2 i zanim dotarlo do mnie ze ten czlek mógl potrzebowac pomocy bylem juz dobre 500m dalej, zawrocic ciezko...

ale wyrzut mam do dzis.

nastepnym razem sie wroce do czarta!

2012-08-22 23:03:14 SO_SAD

Ludzie jak ja Wam zazdroszczę..
Jestem inżynierem a nie stać mnie na porządne opony do motocykla a co dopiero na swój sprzęt..
Z chęcią bym popisał razem z Wami takie zajebiste blogi ale jestem cieciem pracującym za marne grosze.
Wszystko idzie nie tak jak powinno..
Ehh I'm sorry for this crap Gentlemans

2012-08-20 17:03:27 easyxjrider

Cóż, mnie podobnie wynik przytaczanego eksperymentu ani trochę nie zaskoczył... Ale wkurzył. Z doświadczenia własnego wiem, że na glebie jestem zdany na samego siebie. Kropka.
->S-Fighter/chudybiker: Nie inaczej!
->dobry człowiek: Jestem świeżo po 1600 km na moto po Polsce. Ani jednego szczyjącego na poboczu - po co, skoro są stacje benzynowe, czasami nawet z czystymi kibelkami? A jak staliśmy na poboczu w celach rozrywkowych, to żeby każdy kolega się nie zatrzymywał (zwalniał każdy), z daleka pokazywaliśmy mu kciuka do góry. W odpowiedzi była LwG i odejście. Proste?

2012-08-20 15:52:09 czupryn

S-Fighter - dokładnie tak! Ale już nie chciało mi się wchodzić w dyskusje. Zwłaszcza, że temat był poruszany wielokrotnie.

Swoją drogą, niedawno kumpel leżał na sali z gościem, który postanowił odespać noc sylwestrową poza własnym łóżkiem. Pech chciał, że za miejsce noclegu obrał środek jezdni krakowskich alej. Nikt się nie zainteresował, bo koleś pijany w cztery dupy. Obudził się miesiąc później na OIOMie.

Efekt? Potrójne czy tam poczwórne złamanie kości piszczelowej, złamanie kości udowej w drugiej nodze, pęknięta miednica, złamane 23 żebra, połamane ręce, złamana kość potyliczna + ciężkie do zdefiniowania obrażenia wewnętrzne. Nie wiem jakim cudem gościa poskładali do kupy, ale poskładali. Gdyby jednak ktoś się zainteresował (a kurwa założę się, że mijało go wiele osób) to skończyłoby się co najwyżej na przeziębieniu.

2012-08-20 15:15:51 S-Fighter

Nawet najebanego trzeba zwlec z jezdni, żeby ktoś go nie rozjechał. Brzydzę się, ale tak postępuję. A zimą dzwonię po SM, akurat zadanie dla nich, odwieźdź do noclegowni.

2012-08-19 20:51:01 czupryn

Paweł, wszystko cacy, ale zjawisko "pewnie najebany" raczej ciężko odnieść do sytuacji, w której ktoś jest świadkiem wypadku. Chyba, że ktoś ma konkretne problemy z pamięcią krótkotrwałą.

Nie uważasz?

2012-08-19 20:37:16 pawel1618

Piszesz: " Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której potrącony pieszy bądź rowerzysta mijany jest przez zobojętniałych przechodniów." A jednak tak jest. Nie sądzę, że motocykliści są jakoś szczególnie znienawidzoną grupą. Jeśli leży pieszy to "pewnie naje**y". A im więcej ludzi go mija tym większe prawdopodobieństwo, że nikt nie udzieli pomocy. Tak jest nie tylko w Polsce. Mało tego, to ma jakieś wyjaśnienie psychologiczne.

2012-08-18 23:39:34 dobry człowiek

@chudybiker leć w 300 kilometrową trasę i zatrzymuj się przy każdym motocykliście który chce się odlać. Jeśli ma zawał to raczej po nim widać, a jeśli potrzebujesz pomocy to poprostu połóż kask na ziemi ( taki międzynarodowy znak że motocyklista w potrzebie, każdy się zatrzyma ) Motocykli i motocyklistów coraz więcej, sporo ich zatrzymuję się dla rozprostowania kości, albo żeby zapalić, przy każdym mam się zatrzymywać?

2012-08-18 12:31:43 czupryn

Chudybiker - zaskoczyłeś mnie. Zazwyczaj jeżdżę sam i podczas zatrzymania nawet kasku nie zdążę ściągnąć jak stają koło mnie inni motocykliści. Chociaż to może wynikać z tego, że jeżdżę na Triumphie, który gubi coś średnio co 100 metrów. Albo po prostu wzbudzam litość swoim wyglądem.

2012-08-17 23:29:55 chudybiker

Kufa, sad bad true. dodam tylko od siebie, ze kiedys potrzebowalem pomocy, minelo mnie w sumie 5-ciu motocyklistow, widzieli, ze mam klopoty i nikt sie nie zatrzymal. dlatego pisze do wszystkich: jak motocyklista stoi sam, nie z kumplami tylko sam to chodzby chu... na chu... stana trzeba sie zatrzymac, moze musi sie odlac a moze ma zawal. nie ma tlumaczenia spiesze sie albo pada, zatrzymujesz sie albo jestes kut... Pozdro

  • Dodaj komentarz